edynburg
Szkocja

Edynburg – przewodnik po mieście

Edynburg zachwyca. Architektury nie da się porównać do żadnego innego miasta, ulice na zmianę unoszą się i opadają. Dzikość natury jest dostępna na wyciągnięcie ręki. Przyznaję, nie była to może miłość od pierwszego wejrzenia. Stojąc w tłumie na Royal Mile, otoczona sklepami z pamiątkami, czułam po prostu rozczarowanie. Ale wystarczy skręcić w pierwszą lepszą ścieżkę i przepadasz jak śliwka w kompot. A może powinnam napisać, jak rzepa w haggis?

Co warto zjeść w Edynburgu? 

Skoro już tak sobie zażartowałam, to zacznę od tego, czym jest haggis. Najłatwiej będzie porównać go do kaszanki. To podawane z ziemniakami i rzepą podroby owcze wymieszane z mąką, cebulą i przyprawami. Jest narodową potrawą jedzoną tradycyjnie w styczniu na Noc Burnsa, więc wydaje mi się gastronomicznym punktem obowiązkowym. 

Myśleliśmy o haggisie cały pobyt w Szkocji, aż w końcu zjedliśmy go w Arcade i był przepyszny! Polecanych miejsc z tym specjałem w Edynburgu jest kilka. Lepiej rozglądnąć się wcześniej i dokonać rezerwacji, bo wieczorami w restauracjach jest naprawdę tłoczno. Do World’s End nie udało nam się dostać (są czynni popołudniami i cały weekend był zarezerwowany). Do Arcade poszliśmy chwilę po otwarciu koło 13:00 i byliśmy jedynymi klientami.  W Tesco dorwaliśmy też chipsy o smaku haggisa z czarnym pieprzem. Jeżeli więc podroby Was obrzydzają, to jest świetna alternatywa. 

Szkocja słynie ze świeżych ryb i owoców morza. Jednak we wcześniejszych dniach (Edynburg był naszą ostatnią destynacją podczas tygodnia w Szkocji) tak się nimi obżarliśmy, że tym razem skusiliśmy się na… Kuchnię śródziemnomorską. Naprawdę, Edynburg to świetne miejsce, żeby spróbować kuchni świata! Jest tu mnóstwo mniejszych i większych lokali, aż ciężko się zdecydować. My wybraliśmy Meze Meze niedaleko Princess Street i było baaaardzo dobre. Zamówiliśmy kilka talerzyków, najedliśmy się do syta i wylizaliśmy miski ze smakiem. 

Jest jeszcze jedno miejsce, o którym muszę wspomnieć! Jadłam tam jedne z najpyszniejszych lodów do tej pory – Mary’s Milk Bar. Aby ich spróbować, staliśmy 20 minut w kolejce, ale warto było! Smaki były niepowtarzalne. Ja wybrałam sorbet agrestowy i ogórka z miętą, a Michał – uwaga, uwaga – orzech laskowy i kozi ser z pigwą. Ślinka mi leci na samo wspomnienie…

Ogólnie, jeżeli nie jesteście pewni, na co macie ochotę, polecam wybrać się do Stockbridge lub Rose Street. Oba miejsca, podobnie jak same okolice Royal Mile, są przepełnione kuszącymi miejscówkami.

Co też polecam Wam spróbować, to ukochany napój Szkotów Irn Bru. Kamila, moja koleżanka ze studiów która mieszka w Edynburgu, porównała jego smak do rozpuszczonej landrynki. Ponoć można go kochać lub nienawidzić, a moim zdaniem naprawdę trzeba się przekonać, po której jest się stronie. ;) Chcecie wiedzieć po której stronie jestem ja? Cóż, dla mnie Irn Bru jest zbyt słodkie i mdłe. 

Co zobaczyć w Edynburgu? 

To miasto jest pełne atrakcji i większość z nich położona jest blisko siebie. Na pewno pomogło nam spanie w samym centrum, ale nie korzystaliśmy z komunikacji miejskiej. Wymienione miejsca odwiedziliśmy w weekend, narzuciliśmy sobie spore tempo jednego dnia przechodząc 20 km. 

ZOO

To wyjątkowe miejsce. Nie tylko ze względu na to, że mają dwie pandy wielkie (!) i koale. Przede wszystkim, nie widzicie zwierząt za krat. Są okna, jest otwarta przestrzeń… Zwierzęta są bardziej dostępne. Dodatkowo, miejsce jest niesamowicie nastawione na edukację i jest przepełnione ciekawostkami. 

Princes Street Gardens

Idealne miejsce na odpoczynek! Park przy Princes Street, jednej z głównych ulic Edynburga, który rozciąga się w cieniu wzgórza zamkowego. Widoki zapierają dech w piersiach, jest po prostu pięknie. W parku znajduje się też piękna fontanna, pomnik niedźwiedzia Wojtka (który był w edynburskim ZOO) i bezpłatna toaleta.

Scott Monument i Waverley Bridge

Będąc w Princess Street Garden, warto przejść się pod Scott Monument (można na niego wejść) i na Waverley Bridge. Z tej ulicy rozciąga się świetny widok na centrum Edynburga. :)

Royal Mile

Szczerze mówiąc, to miejsce okazało się dla mnie rozczarowaniem. Mimo wszystko nie przespacerować się nią, to tak jakby być w Warszawie i nie przejść się Nowym Światem. Sorry, I am not sorry! Ulica łączy ze sobą zamek i letni pałac Królowej.

Co do zamku, zastanawialiśmy się, czy go nie odwiedzić. Dużo osób nam to odradzało mówiąc, że nic w nim za bardzo nie ma. Kusiło nas, żeby sprawdzić to na własnej skórze, ale w końcu zdecydowaliśmy się na…

Pałac Holyrood

To letnia rezydencja królowej. Jest piękna! Posiada ogród, w którym mieszczą się klimatyczne ruiny katedry. Na terenie znajduje się też Królewska Galeria z wystawami czasowymi oraz kawiarnia. Za bilet łączony do pałacu i galerii (załapaliśmy się na kolekcję akwareli Wiktorii i Alberta, dawnych władców) zapłaciliśmy 22 funty. 

Calton Hill

Moje ulubione miejsce w Edynburgu! Może dlatego, że dotarliśmy tam rano, kiedy promienie słoneczne dopiero przedzierały się przez niebo. Może dlatego, że nie było tam prawie nikogo. A może dlatego, że z wzgórza rozciąga się piękny widok na całe miasto i Wzgórze Artura? :) 

Victoria Street

Ponoć to na tej ulicy wzorowała się J.K. Rowling tworząc ulicę Pokątną w świecie Harrego Pottera. Autorka tego nie potwierdziła, a ja muszę przyznać, że nie poczułam w tym miejscu magii. Uliczka ma jednak swój urok i wyróżnia się od innych kolorowymi elewacjami. No, i blisko stąd do Mary’s Milk Bar! 

Greyfriars Kirkyard i Bobbie

Greyfriars Kirkyard to cmentarz, na którym został pochowany pies Bobbie. Bobbie stał się symbolem wierności i przywiązania po tym, jak przez 14 lat czuwał nad grobem swojego pana. Mieszkańcy opiekowali się nim, a nawet postawili pomnik, który obecnie znajduje się niedaleko wejścia i pubu nazwanego jego imieniem. Ponoć dotknięcie jego noska przynosi szczęście, sprawdzimy. :) 

Innym słynnym “lokatorem” cmentarza jest Tom Riddle. Tak, Voldemort we własnej osobie. Tego Rowling również nie potwierdziła, ale na cmentarzu znajduje się kilka nazwisk żywcem wyjętych z książki, np. William McGonagall – podobno jeden z najgorszych poetów w Szkocji. 

Punkt widokowy na schodach Vennel

Jeżeli idąc Victoria Street, zdecydujecie się na lody w Mary’s Milk Bar, polecam wdrapać się z nimi na schody za rogiem. Rozlega się z nich niesamowity widok. A co najważniejsze, nie ma na nich tylu ludzi, co na schodach po drugiej stronie ulicy prowadzących do zamku. 

Dean Village z Dean Gardens (i powrót przez Stockbridge)

Dean Village to totalnie nietypowe miejsce, zupełnie nie pasujące do reszty Edynburga! Jest tam cicho i zielono. Warto dojść miastem do Dean Village i zejść nad strumień. Potem parkiem można skierować się w stronę Stockbridge, które też ma niesamowity klimat. 

Holyrood Park i Artur Seat’s

Legenda mówi, że to z tego wzgórza król Artur oglądał porażkę swoich wojsk. Wybraliśmy się tam w niedzielny poranek i wygląda na to, że to miejsce jest bardzo lubiane przez mieszkańców. Bardzo ciekawe miejsce, totalnie wyróżniające się na tle innych miejskich parków! A. u góry strasznie wieje. :) 

Gdzie spać w Edynburgu? 

Na swój weekendowy pobyt wybraliśmy Ibis Edinburgh Centre przy Royal Mile. To była świetna decyzja! Byliśmy w samym centrum miasta, ale okna były tak wygłuszone, że w ogóle się tego nie odczuwało. Wszędzie mieliśmy blisko i łatwo było nam wrócić do pokoju, by przebrać się, odpocząć, czy najzwyczajniej w świecie pójść siku. 

Pokój miał podstawowe wyposażenie, ale obsługa była przemiła i co najważniejsze… Mieli bezglutenowy chleb i mleko sojowe na śniadanie! Miła odmiana po kilku dniach jedzenia szkockiego śniadania na przemian z jajecznicą, haha. ;)

Jak dojechać do Edynburga? 

Edynburg jest świetnie skomunikowany. Z łatwością dostaniecie się tu pociągiem (jak my z Arbroath), autobusem, czy samolotem (z Polski bezpośrednio z Krakowa i Poznania). Pociągi stają w centrum miasta, a z lotniska trzeba dojechać. Możecie jak my wybrać tramwaj – jedyny w mieście i bardzo wygodny, przystosowany na pasażerów z bagażami. Ma przystanek przy lotnisku i możecie dojechać nim do centrum w jakieś 35 minut. Bilet kupiliśmy w automacie na przystanku, 6.50 funtów od osoby. 

Ile dni warto spędzić w Edynburgu?

Spotkałam się z opiniami, że Edynburg jest idealny na weekend – to małe miasto i można je poznać w jeden dzień. O, kochani! Jeden dzień to może wystarczająco, żeby zakochać się w tym mieście. A na pewno nie, żeby je w pełni poznać! :) 

My do Edynburga przyjechaliśmy z Arbroath w czwartek wieczorem. Piątek poświęciliśmy na ZOO, obijanie się w Princes Street Garden przy piwie i spotkanie z Kamilą, moją koleżanką ze studiów. W sobotę narzuciłam nam ogromne tempo, bo przeszliśmy około 20 km. Myślę, że mając więcej czasu rozłożyłabym tą trasę na dwa dni. Niedzielę natomiast spędziliśmy w Holyrood Park, zdobywając Wzgórze Artura.

Moim zdaniem, zabrakło nam dnia na odpoczynek na plaży Portobello. Nie zdążyliśmy też odwiedzić Muzeum Narodowego, które jest darmowe i świetnie prezentowało się na zdjęciach w Internecie. Mając więcej czasu, odwiedziłabym Ogród Botaniczny i Galerię Portretów. Nie wspomnę już o wędrówce po pobliskim Pentland Hills Regional Park.

Rozpisałam się, ale chcę pokazać Wam pełen obraz tego miejsca. Weekend jest bardzo dobrą opcją, łatwo wybierzecie to, co chcecie zobaczyć. Ale podczas tygodniowego pobytu też nie nudzilibyście się w ogóle. W Edynburgu macie całe miasto do zwiedzenia i dziką naturę na wyciągnięcie ręki!

Moim zdaniem, Edynburg jest magiczny i jeszcze na pewno do niego wrócimy. Do zobaczenia!

2 thoughts on “Edynburg – przewodnik po mieście

  1. Haggis? Rany, co o tym slysze to nie moge sobie wyobrazic zjedzenia tego… Ale jestem dumna, ze Wy sprobowaliscie!!! Edynburg brzmi jak miasto, w ktorym moglabym sie zabunkrowac i pisac…

    1. Haggis jest dobry! :) A Edynburg ma nawet Muzeum Pisarzy, więc wydaje mi się, że idealnie byś tam pasowała, haha :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.