weekend w Karkonoszach
Polska

Śnieżka na spokojnie – weekend w Karkonoszach

Uwielbiam góry. Nie ma jednak co ukrywać, jestem “mieszczuchem”. To nie będzie więc typowy wpis o zdobywaniu kolejnych szczytów, idealnie nadający się na ekranizację jak “Everest”. To bardziej zapis przyjemnego weekendu pełnego łażenia i grzanego wina przegryzanego świeżym powietrzem. Kochani, przed Wami pomysł na weekend w Karkonoszach dla totalnie niezaawansowanych. 

“W górach jest wszystko, co kocham!”

W górach jest wszystko… Wspinające się ku górze szlaki, będące wyzwaniem dla nóg. Wysokości przyprawiające czasem o zawrót głowy, ale umożliwiające zobaczenie przepięknych widoków. Świeże powietrze, które łaskocze płuca i pozwala odetchnąć pełną piersią. Bliskość natury, dająca odpocząć od miasta, a niekiedy cisza regenerująca umysł. Poetycko, prawda? Dlatego każdy choć raz powinien wybrać się w góry.

Nasz weekend w Karkonoszach miał miejsce na początku września. Pogoda zwiastowała nadchodzącą jesień – mgła odbierała nam większość widoków, a ulotny deszcz powodował jasny cel podróży: najbliższe schronisko. Jasne, mogliśmy w jeden dzień wspiąć się na Śnieżkę, zjeść obiad w Karpaczu i wrócić do domu. Ale odebralibyśmy sobie całą zabawę! Zamiast tego, przez dwa dni “szlajaliśmy się” w cieniu Śnieżki z całym dobytkiem na plecach. Niesamowicie “orzeźwiające” przeżycie! I to bez morderczego wysiłku. 

Dzień 1. Idziemy na Śnieżkę? Chyba jednak jutro…

Wycieczkę zaczęliśmy dość późno, bo po 12:00. Nie szkodzi, przecież to urlop! :) Zostawiliśmy samochody na parkingu przed Światem Kolejek i ruszyliśmy pod górę w stronę kościoła Wang, a następnie żółtym szlakiem ku Domowi Śląskiemu. Po drodze napotkaliśmy 2 lub 3 miejsca postojowe, w tym schronisko Strzecha Akademicka. Nie czuliśmy jednak potrzeby dłuższego odpoczynku, wędrówka spokojnym krokiem zajęła nam około 2 godziny. 

Zaraz przed dotarciem do Domu Śląskiego zaczęło padać, więc zjedliśmy obiad i postanowiliśmy podejść na Śnieżkę następnego dnia. Resztę doby spędziliśmy jedząc, pijąc i gawędząc w drewnianej jadalni z widokiem na góry. Czego chcieć więcej?

Dom Śląski – murowany strażnik Śnieżki

Dom Śląski to ogromny budynek tuż przy wejściu na Śnieżkę. Przewija się przez niego masa osób, jednak panuje tu wręcz domowa atmosfera. Górne piętra zajmują noclegi – my spaliśmy w czteroosobowym pokoju z łazienką, luksus! :) Na dole znajduje się sporych rozmiarów jadalnia. Porcje obiadowe choć syte, nie były tanie: około 30 zł za kotlet schabowy, 15 zł za bigos, 10-15 zł zupy, 5 zł za herbatę, 11 zł szklanka grzanego wina.

Dzień 2. Wczoraj było na spokojnie, dzisiaj dajmy sobie w kość

Po śniadaniu nadszedł ten wyczekiwany moment – zdobycie Śnieżki. Łatwo nie było, bo mgła i wiatr utrudniały nam wspinaczkę. W dodatku wybraliśmy wejście Zakosami – krótkim (około 30 minut), ale bardzo wymagającym szlakiem. Raz prawie mnie zdmuchnęło, dobrze że mój plecak był w miarę ciężki haha! Schodząc, wybraliśmy Drogę Jubileuszową, delikatnie schodzącą ścieżkę z maleńkiej kostki brukowej. 

Po 40 minutach byliśmy z powrotem w Domu Śląskim. Rozgrzaliśmy kości i zdecydowaliśmy się zobaczyć Wodospad Łomniczki. Co to był za szlak! Tutaj już obowiązkowo przyda się górskie obuwie, bo trasa wiedzie stromo w dół po kamieniach Głównym Szlakiem Sudeckim. 

Zejście do wodospadu i ponowna wspinaczka pod Dom Śląski razem z krótkim postojem u celu zajęło nam 1.5 godziny. Ta trasa jest warta zachodu – dla przygody i widoków. Dlaczego zdecydowaliśmy się wrócić? Bo czekały nas jeszcze odwiedziny Małego Stawu i najpiękniejszego schroniska, jakie do tej pory widziałam – Samotni. 

Samotnia – cisza nad Małym Stawem

Do Samotni zawróciliśmy żółtym szlakiem, odbijając do Małego Stawu przy Strzesze Akademickiej. To miejsce to wisienka na torcie całego wyjazdu! Przede wszystkim przepiękne jest usytuowanie schroniska. I ta cisza dookoła… Może przyczynił się do tego fakt, że dotarliśmy tu w poniedziałek, lecz ten spokój był naprawdę kojący. Budynek odbijał się w tafli wody, a góry wznosiły się wysoko nad naszymi głowami. 

Tym razem spaliśmy w dwóch dwuosobowych pokojach, łazienki (natryski) znajdowały się na korytarzu. Jedzenie, choć również nietanie, było przepyszne. I te widoki zza okna! Uroku miejscu, jakby było go za mało, dodawał też rudy kot – stały lokator tego miejsca. 

Następnego dnia po śniadaniu ruszyliśmy z powrotem do domów… Może i mało zobaczyliśmy, może dało się wycisnąć z tego weekendu więcej. Ale, czy aby na pewno tego chcieliśmy? To miał być w końcu “weekend w Karkonoszach dla niezaawansowanych”. Żeby poczuć ten lekki ból po całym dniu na nogach, ale jednocześnie odpocząć, dać uciec myślom z głowy i pobyć z przyjaciółmi. Moim zdaniem, udało się. :) 

Zanim wyruszycie…

Pozostawienie samochodu na dwie noce kosztowało nas około 20 zł. Do tego dochodzi zakup biletu wstępu do Karkonoskiego Parku Narodowego, 20 zł za 3 dni. Niech nie chodzi Wam po głowie ignorowanie opłaty za wstęp – na trasie czekają patrole, które wymagają okazania biletów. ;) 

W wypad w góry na pewno przyda się dobre górskie obuwie. W słońcu uda Wam się pochodzić po kamieniach w adidasach, jednak odrobina deszczu sprawi, że będzie bardzo ślisko. I niebezpiecznie. Sprawdzone na Michale. ;) Na początek spokojnie sprawdzą się najtańsze marki Decathlon czy GO Sport, serio. Warto też zabrać ze sobą coś cieplejszego, bo różnica temperatur między szczytem Śnieżki a Karpaczem jest dość spora. 

Przy pokonaniu tej trasy nie będzie Wam zbytnio potrzebna mapa. My korzystaliśmy głównie ze znaków na szlaku (nawet nie o kolory, a nazwy docelowe chodzi) oraz… Map Google. :) 

Śnieżka i opisywane przeze mnie trasy znajdują się w Karkonoskim Parku Narodowym. Ważne jest nie tylko, aby pamiętać o zakupie biletu wstępu (na stronie internetowej lub w budce zaraz przy kościele Wang), ale i przestrzeganiu zasad, jakie na jego terenie obowiązują.

To co, namówiłam kogoś na weekend w Karkonoszach? ;)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.