Budzik dzwoni o 6:00 rano. Jemy szybkie śniadanie w hotelu i zamawiamy taksówkę. Dzień wcześniej otrzymałam wiadomość na What’s Upp z wszystkimi szczegółami. Ledwo zdążamy na czas! Pekin tradycyjnie stoi w korku, niecałe 3 km pokonujemy w prawie 30 minut… Skąd ten pośpiech? Na miejsce zbiórki, bo wykupiliśmy zorganizowaną wycieczkę na Wielki Mur Chiński!
Jak dostać się na Wielki Mur Chiński?
Na Wielki Mur Chiński podobno prowadzi około 20 wejść, w tym jakaś połowa z nich znajduje się w pobliżu Pekinu. Przytłaczające. Komunikacyjnie najlepiej skoordynowany jest Badaling, ale tym samym jest najpopularniejszy i po prostu tłoczny. Po krótkim researchu wybraliśmy bramę Mutianyu. Znajduje się 77 km od Pekinu i jest w pełni odbudowany, a więc bezpieczny. Biletów szukaliśmy na Trip.com (wspomnienie niesponsorowane). Opcji jest sporo, trzeba naprawdę się wczytać. Pakiet na który finalnie się zdecydowaliśmy kosztował nieco ponad 400 zł za naszą dwójkę i obejmował: przejazd autokarem z Pekinu, autobus do bramy Mutianyu i kolejkę linową w dwie strony. Stwierdziliśmy, że takie rozwiązanie będzie wygodniejsze. Zwłaszcza, że obiło nam się o uszy, że zamówienie taksówki z powrotem do Pekinu graniczy z cudem przez ilość chętnych. Coś jak powrót do domu po koncercie na Stadionie Narodowym.



Wycieczka zorganizowana na Wielki Mur Chiński. Jak to wygląda?
To nasza pierwsza wspólna wycieczka zorganizowana w życiu, czujemy się jak w szkole! Przewodniczka sprawdza listę obecności i rozdaje wszystkim naklejki z logiem agencji turystycznej. Prosi nas o przyklejenie ich w widocznym miejscu, żebyśmy łatwo się rozpoznawali. Zgodnie z prawem każdy przewodnik w Chinach musi posiadać licencję i umowę z organizacją turystyczną, dlatego przedstawienie siebie i kwestii organizacyjnych zajmuje dłuższą chwilę. W końcu wsiadamy do autokaru i znowu mierzymy się z pekińskim korkiem. Trasę pokonujemy w 2.5 godziny, z czego półtora godziny poświęcamy na odcinek 20 km w samym Pekinie.
Przez większość drogi przewodniczka opowiada o stolicy i Wielkim Murze Chińskim. Mówi ciekawie, choć historia ma trochę inną narrację niż ta (powszechnie w Europie) znana. Oferuje też dodatkowe opcje do wykupienia: obiad w formie bufetu w zaprzyjaźnionej restauracji oraz bilety na drugi odcinek muru. O ile bufet z kuchnią chińską i zachodnią brzmi ciekawie i wygodnie, to kosztuje więcej niż wszystkie dotychczasowe nasze obiady w Chinach razem wzięte. Widzę jednak oczy Michała i wiem, że musimy zakupić bilety na drugi odcinek muru. Dlaczego? O tym później. ;)
Kiedy dojeżdżamy na parking, umawiamy miejsce i godzinę powrotu z wszystkimi uczestnikami. Jest nas około 40 osób i każdy osobno kieruje się na autobus pod bramy Mutianyu. Na szczęście, bo trochę baliśmy się, że będziemy Wielki Mur zwiedzać razem. Tymczasem mamy znany z kolonii “czas do dyspozycji”. ;) Mijamy kilka restauracji, sklepów, toalety, i podchodzimy do bramek. Jak w większości miejsc w Chinach bilet wstępu zakodowany jest w paszporcie i kupując cokolwiek, zawsze trzeba podać numer dokumentu.



Wielki Mur Chiński – Mutianyu
Mutianyu ma dwa wejścia: północne i południowe. Każde z nich jest osobno płatne 140 juanów. Wejście północne dostępne jest po zeskanowaniu paszportu i to ten bilet zakupiliśmy w pakiecie. W górę prowadzi kolejka, zamykana kapsuła, do której mieści się kilka osób. Mur tutaj jest dłuższy i lżejszy do spacerowania niż w części południowej. Wejście południowe natomiast dostępne jest po zeskanowaniu osobnego papierowego biletu. Na mur wjeżdża się dwuosobowym wyciągiem, a zjeżdża… Zjeżdżalnią grawitacyjną! Właśnie dlatego “musieliśmy” dokupić dodatkową opcję w autokarze. ;) Dostępny odcinek muru jest krótszy, ale stromy – część schodów jest prawie pionowa! Podobno najtańszą, ale i najdłuższą, opcją jest wdrapywanie się na mur i schodzenie z niego pieszo. Nie wiedzieliśmy o takiej możliwości, kupując bilety, jednak nie żałujemy. Lepiej spędzić więcej czasu na murze niż pod nim!
Po przejściu przez bramki droga rozchodzi się w dwie strony. Przewodniczka kieruje wszystkich do bramy północnej, ale my decydujemy się najpierw na południową. Z prostego powodu – chcę mieć zjazd ze zjeżdżalni grawitacyjnej już za sobą! Nie lubię takich atrakcji i mam sto pomysłów, co może pójść źle, ale nie mogłam odmówić tej przygody Michałowi.
Stajemy w kilkuminutowej kolejce, skanujemy bilety papierowe i jedziemy w górę na wyciągu krzesełkowym. Mur wyłania się po chwili zza jesiennie ustrojonych krzaków. Jesteśmy na Wielkim Murze Chińskim!!! Pokonujemy trasę od szóstej do pierwszej wieży spokojnym krokiem. Niekiedy musimy się zatrzymywać, bo schody prowadzą pionowo. Czekaliśmy trochę za długo do zjeżdżalni grawitacyjnej, przekraczamy znacznie przypuszczany przez przewodniczkę na tą część czas. Podobno obie trasy są możliwe do zrobienia w cztery godziny, a nasz postój to pięć. Nie wiemy, w jaki sposób to obliczyła, może poszła w trasę bez aparatu i nie spotkała kotków. W każdym razie z pięciu godzin zostały nam trzy, a trzeba jeszcze zjeść i dotrzeć na miejsce zbiórki.



Michał na zjeżdżalni bawił się dużo lepiej niż ja, ale jestem z siebie dumna, że się odważyłam! Choć przyznaję, nogi trzęsły mi się przy wsiadaniu. Nie chcąc tracić czasu, od razu wspinamy się ku kolejce górskiej do północnej bramy. Kolejką jedziemy sami, za to na murze w tej części są już tłumy. Może faktycznie, gdybyśmy zaczęli od tej strony ludzi byłoby mniej? Za późno, żeby się zastanawiać! Część północna jest dość płaska, przynajmniej w pierwszej części muru. Nie pokonujemy całej trasy, nie starczy nam czasu, wolimy spacerować swoim tempem zachwycając się widokiem. Niestety horyzont zasnuty jest mgłą i mało widać. Jakość powietrza w okolicy jest “bardzo niezdrowa”, w Pekinie mogliśmy wręcz patrzeć na słońce tak było “zadymione”.
Pilnując czasu, udaje nam się zejść w porę z muru, by zjeść w jednej z restauracji niedaleko parkingu. Wracając, mamy podobno szczęście – do Pekinu docieramy bez korków w ponad godzinę. Wycieczka kończy się przy Olympic Park, tam przewodniczka żegna się z wszystkimi uczestnikami.
Wycieczka zorganizowana na Wielki Mur Chiński. Warto?
Warto! Cała podróż do Chin wymagała sporo planowania i ogarniania, dlatego miło było na jeden dzień nie martwić się o logistykę. Przewodniczka była bardzo miła, tworzyła poczucie luzu pomimo 40 osób w grupie. Fakt, na atrakcję mieliśmy 5 godzin przez co nie zobaczyliśmy całego odcinka Mutianyu, jednak łącznie z dojazdem cała wycieczka zajęła nam cały dzień! Jedyne, co musieliśmy zrobić, to pojawić się punktualnie na miejscu zbiórki. Później mogliśmy już tylko cieszyć się chwilą. No, i zerkać na zegarek, żeby autokar nie odjechał bez nas. ;) Opcja, którą wybraliśmy na Trip.com nazywała się: “Mutianyu Great Wall Regular Style Ticket…” bez nazwy biura podróży, które nas obsługiwało. Przed opłaceniem biletu wybieraliśmy też jedno z kilku miejsc zbiórki. Cena, którą podałam na początku tekstu, dotyczy pakietu i dodatkowych biletów na drugą część muru.
Nie powiem, żeby Wielki Mur Chiński był moją wymarzoną destynacją. Ucząc się o nim w szkole, nigdy nie przypuszczałabym, że w ogóle będę miała okazję odwiedzić to miejsce. Szczerze? Nie odważyłam się pomyśleć, że chciałabym zobaczyć Wielki Mur Chiński. I chyba to właśnie sprawiło, że ta wycieczka była tak wyjątkowa. Bo jak się bardzo chce, to można. Tylko czasem trzeba poczekać na właściwy moment.




